Policja w krajach południowej Afryki

Obiegowe opinie i fora internetowe przestrzegają, że na każdym skrzyżowaniu czeka skorumpowany policjant, który pod byle pretekstem będzie chciał coś od Ciebie wyłudzić lub wypisze mandat. A już najwięcej legend dotyczy Zimbabwe. Takich ostrzeżeń udzielali nam nawet zaprzyjaźnieni Afrykanerzy mieszkający w RPA. I co? I NIC. Po kilkudziesięciu tysiącach przejechanych kilometrów i dziesiątkach kontroli policyjnych w krajach południowej Afryki zapłaciliśmy dosłownie jeden mandat w wysokości 10USD. Jak więc jest naprawdę? Spróbujemy tu opisać nasze odczucia.

Częstotliwość kontroli

Nie byliśmy wszędzie i nie wszędzie jeździliśmy z tą samą intensywnością, niemniej jednak zaryzykujemy i nakreślimy pewne prawidłowości. Najwięcej kontroli faktycznie dotyczyło Zimbabwe. Tam zapory policyjne można spotkać na rogatkach każdego większego miasta. Podobnie było w Mozambiku gdzie policja również koncentruje swoje siły w okolicach miejscowości i kontrole są naprawdę częste. Należy również wspomnieć o barierach wojskowych w tym kraju opisanych w innym poście. W RPA i Botswanie sprawy wyglądają nieco normalniej tzn. kontrole są rzadsze ale są i to nawet w obrębach parków narodowych – mieliśmy taką w Kruger NP. W Namibii natomiast udało nam się uniknąć styczności z policją w ogóle, choć widzieliśmy jakieś patrole w większych miastach.

Powody kontroli

Co do powodów kontroli to tak jak wszędzie są dwa podstawowe: kontrola rutynowa i kontrola sprowokowana przekraczaniem przepisów. W Zimbabwe przeważa kontrola rutynowa. Przeszliśmy ich tam dziesiątki i nigdy nie zauważyliśmy by tamtejsza policja dysponowała radarem czy jakimś innym zaawansowanym sprzętem. Często zdarza się też że powód zatrzymania jest prozaiczny: policjanci nie mają samochodu i zwyczajnie potrzebują podwózki do domu. Braliśmy więc Panów i Panie na nasz skromny pokład, co oprócz oczywistej okazji do pogawędki z lokalesami, dawało nam swobodne przejazdy przez kolejne checkpointy 🙂 W Mozambiku jest nieco inaczej: rutynowe kontrole są bardzo częste ale równie często zatrzymania następują z uwagi na przekraczanie prędkości gdyż tamtejsza policja jest wyposażona w radary. W pozostałych krajach spodziewalibyśmy się policyjnych zatrzymań głównie będąc złapanym na łamaniu przepisów.

Zakres kontroli

Po pierwsze to stan techniczny twojego auta. Nie jakoś dogłębnie – jedynie organoleptycznie. Pęknięta szyba czy  rozbity reflektor na pewno będą pretekstem do nałożenia mandatu. Poza tym sposób przewożenia bagażu i jego mocowanie. Fakt że inni wożą na dachu trzydrzwiową szafę przywiązaną konopnym sznurem, a w otwartym bagażniku siedzi teściowa i dwie kozy nie jest tu żadnym argumentem (właśnie za ‚niewłaściwy’ przewóz na dachu drewna na ognisko zdarzyło nam się zapłacić ten jedyny mandat). Kolejna sprawa to dokumenty Twoje i samochodu. My z zasady pokazywaliśmy kserokopie co na ogół wystarczało i nie było potrzeby wyjmowania oryginałów paszportów czy praw jazdy. Naturalnie kontroli podlega też trzeźwość i mieliśmy okazję dmuchać w alkomat np. w mozambickim Inhambane.

Zasady postępowania

To niesamowite ile czasami da się ugrać prowadząc sympatyczną dyskusję. Co najmniej kilka razy wyglądało na to że mandat jest nieuchronny. Jednak okazanie szacunku, skrucha jeśli faktycznie zrobiliśmy coś nie tak i odrobina uśmiechu załatwia wiele. Dwa słowa w lokalnym shona czy ndebele, komplement na temat urody kraju który zwiedzamy, poczęstowanie cukierkiem czy sprezentowanie butelki zimnej wody dla wyprażonych słońcem funkcjonariuszy też bywa pomocne. Nigdy nie wręczyliśmy żadnej łapówki, a za wspomniany wcześniej mandat dostaliśmy pokwitowanie. Na zaczepki w stylu: „a co przywiozłeś dla nas z Europy?” odpowiadaliśmy żartobliwie że dużo uśmiechu i życzliwości, bo pieniędzy to mamy niewiele. Działało! 🙂